Archive for the ‘Real life’ Category
O nie, jutro znowu na 9:00…
Wednesday, July 9th, 2008Już ponad tydzień minął, odkąd zacząłem pracować. Operowcy się nie odezwali (zapomnieli? olali?), więc jakiś czas temu zacząłem szukać czegoś innego. Znalazłem i jestem zadowolony: atmosfera sympatyczna, ludzie mili, projekt ciekawy. Tylko pensja mogłaby być wyższa, ale tu sam sobie jestem winny, bo podałem bardzo małą kwotę (odejmując moje studia i brak doświadczenia, to i tak wychodzi badzo mało). Jednak każdy pieniądz się liczy, poza tym zdobędę doświadczenie (a już mogę powiedzieć, że ten tydzień dał mi dużo wiedzy, ale o tym pewnie napiszę coś później) i dobrze się zabawię. ;) Bo piszemy grę internetową, strategię turową w klimatach fantasy (coś jak HoMM czy Wesnoth), co jest chyba ciekawsze niż dostosowywanie Opery do jakiś dziwnych telefonów i palmtopów.
Ale chaotyczny wpisz wyszedł, taki bez początku i końca.
Opera Software Summer Internship
Wednesday, May 7th, 2008Jakieś dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że Opera Software rozpoczyna rekrutacje m. in. na wakacyjny staż. Pomyślałem, że miło by było pracować nad ulubioną przeglądarką, więc napisałem CV oraz list motywacyjny (z drobną pomocą życzliwych) i wysłałem wszystko 5 maja.
6 maja zadzwoniła do mnie jakaś pani, która, jak się okazało, mówiła do mnie w języku angielskim. Zaprosiła mnie na 7 maja na “Dni kariery”, podczas których odbędzie się test programistyczny, porozmawiają ze mną, etc.
Musiałem wstać dość wcześnie, bo przed 8:00 rano, ale jakoś dałem radę. Hotel znajdował się blisko rynku, odnalazłem więc go bez trudu. Wszedłem, nie zauważyłem nic specjalnego, więc zapytałem recepcjonistki, a ona pokręciła głową i powiedziała, nic nie wie. Nagle zobaczyłem kogoś, kto wygląda, jakby też zmierzał na przesłuchanie, więc podążyłem za nim schodami na górę i tak trafiłem na miejsce. Od pani o azjatyckich rysach twarzy dostałem karteczkę z moim imieniem, nazwiskiem i numerkiem. Dostałem numer 22459 (37*607, iloczyn dwóch liczb pierwszych :>), choć wszystkich nas było może ze 40. Wszedłem do sali, usiadłem w drugim rzędzie obok jedynej dziewczyny i rozejrzałem się po sali.
“Po cholerę oni przyszli w garniturach?” ─ pomyślałem. Grupa była raczej typową grupą informatyków-komputerowców (to określenie ma dla mnie pejoratywne zabarwienie), bawiących się smartfonami, palmtopami, rozmawiająca o najnowszych technologiach. Ble. Moją drugą myślą było: “Ble, sztywniacy z polibudy” (wiem, złośliwy jestem :>). Tylko kilka osób się pozytywnie wyróżniało, zauważyłem także paru znajomych z II (mojego instytutu).
Po jakiś 30 minutach zaczęła się prezentacja. Najpierw pani z HR opowiadała nam, jak super się pracuje w Operze, jacy to oni są szczęśliwi, jakich utalentowanych mają pracowników i jak zajebistą przeglądarkę tworzą. Potem był filmik z wypowiedziami (sztucznymi) pracowników, który nam miał pokazać, że to prawda. Następny był jakiś szef działu “engineering”, który opowiadał praktycznie to samo, ale dodał więcej szczegółów technicznych. Mimo to nie dowiedziałem się niczego nowego. Trzeci był Polak, ktoś ważniejszy we Wrocławiu i mówił to samo, co pozostali. Straszna nuda, która trwała półtorej godziny. A! Bym zapomniał. Był konkurs przed prezentacją, trzeba było “odszyfrować” napis, którym były kody ASCII liter w heksach. Rozwiązanie brzmiało “if you can read this we want you” i można było wygrać Ninendo Wii.
W końcu coś ciekawszego ─ test. Przez 30-40 minut mieliśmy odgadnąć, co robią dwie funkcje w C. Jedna wypisywała n pierwszych wyrazów ciągu Fibonacciego w dziwny sposób (rekurencja, zmienne statyczne, mało czytelny zapis), druga liczyła “n \over k”, czyli symbol Newtona.
I tu już się rozluźniłem, wiedziałem bowiem, że poszło mi nie najgorzej. Zjadłem dwie kanapki, ciastko, napiłem się soku, pogadałem ze znajomymi, popatrzyłem jak inni machają pilotami do Wii.
W końcu ogłosili wyniki. Najpierw Wii wygrał znajomy z uczelni, nieźle. ;) Potem gwóźdź programu, czyli kto zostaje, a kto idzie do domu. Test “zdało” jakieś 14 osób, reszta, ok. 17 mogła pójść do domu. Śmiać mi się chciało, bo wstali i poszli głównie ci w garniturach. ;) Sztywniacy. :>
Poszedłem na spacer. Miałem jakieś 40-50 minut wolnego czasu, więc poszedłem się przejść wokół rynku. Po powrocie czekało mnie dłuższe, 10-15 minutowe przesłuchanie zarówno HR-ki jak i programisty. Pytali się ogólnie o mnie, który rok studiuję, jakie mam plany, jaki jest mój największy projekt, itp. Wydawało mi się, że dobrze mi idzie.
Znowu przerwa, tym razem krótka. Nintendo Wii jest dziwne, ale to może kwestia gry, w którą grałem z jakimś kolesiem z Opery. ;) Potem pani o hinduskich rysach twarzy mnie poprosiła i powiedziała mi, że przeszedłem przez drugi etap i jutro mi wyślą maila ze szczegółami, co dalej.
Uff… Powiedziałem wszystkim ładne “goodbye” i udałem się na zasłużony obiad.
Świąteczny spam
Monday, December 24th, 2007Dlaczego w każde święta muszę dostawać pierdyliard życzeń, od każdego znajomego lub nawet nieznajomego? Czy takie życzenia coś znaczą? Też mogę sobie napisać skrypt, który roześle jakiś szablon życzeń do wielu osób, ale po co? Przecież to spam.
Ludzie! Opamiętajcie się! Waszych życzeń nawet nikt nie czyta!
Sinusoida
Saturday, December 22nd, 2007Ostatni tydzień był bardzo fajny. Kilka miłych zdarzeń się zbiegło w czasie. Ale już wtedy wiedziałem, że za kilka dni czeka mnie jakaś niemiła niespodzianka. Przecież nie może być zawsze tak cudownie. Życie to sinusoida.
I doczekałem się. Nawet mi to nie zepsuło humoru. Wręcz przeciwnie - nie myliłem się przecież. ;)
“Bo bez Gadu to jak bez ręki…”
Saturday, November 3rd, 2007Już prawie dwa tygodnie bez gadu, z 10-osobową listą kontaktów. ;) Czy żałuję swej decyzji? Nie! Te 70 pozostałych osób z mojej starej gadu-listy to były martwe kontakty, z którymi od roku nie rozmawiałem. Wszyscy, których potrzebuję, są mają konto Jabberowe, są na ircu, są na forum, są pokój obok lub mam ich w telefonie. Albo wszystko naraz. ;)
Przy okazji znalazłem świetny artykuł, który zebrał ponad 200 wykopów: Wybierz Jabbera! :>
Mam już dość
Monday, October 22nd, 2007Mam już dość padów, dość dziwnych praktyk jak blokowanie linków czy niechcianych komunikatorów, dość reklam i dość banów. Przychodząc po zajęciach widzę otwarte okno konferencji z 115 osobami, w tym ok. 20 z mojej listy. Wysłałem krótki, acz treściwy komunikat “wtf?”, po czym najprawdopodbiej dostałem bana od p. Foltyna. Dlatego mówię krótkie “spierdalaj” jemu i jego firmie.
Od dnia 23 października 2007 mój numer GG, czyli 2742010, przestaje być używany. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, użyj wolnego, otwartego i darmowego Jabbera.
Mój jid: ponton[małpa]jabster.pl
Więcej szczegółów na temat Jabbera, jak używać (to nie takie trudne!) znajdziesz tutaj: www.jabberpl.org
Update: jeśli naprawdę chcesz się ze mną skontaktować, a nie potrafisz skonfigurować swojego komunikatora, bądź też nie umiesz założyć konta na którymś z jabberowych serwerów, napisz do mnie maila, a z ogromną chęcią Ci pomogę. Mój mail jest taki sam jak JID: ponton[malpa]jabster.pl bądź też ponton616[malpa]gmail.com
Pierwszy tydzień
Wednesday, October 10th, 2007Trafiłem na spokojnych i niepalących ludzi, więc nie jest źle. ;) Kilka krótkich przemyśleń (bo nie cierpię się rozpisywać):
- brak neta to ogromna nuda, mimo że po podłączeniu nie ma zwykle co robić (podwójny paradoks)
- zapalone światło w łazience i “korytarzu” zapobiega wielkiej migracji karaluchów
- wszystko da się załatwić
- mocno pijani ludzie bywają śmieszni, w szczególności, gdy zaczną cię przepraszać
- net w akademikach jest fajny (”ten film dłużej mi się nagrywa niż ściąga!”)
- trzymając jedzenie w lodówce należy liczyć się z tym, że ktoś je zje za nas
- prysznic trochę mały i niewygodny
- zbyt mała odległość między uczelnią i akademikiem może skutkować obniżonym samopoczucie
- Wrocław fajnym miastem jest
- II UWr fajnym miejscem jest
- ogólnie jest fajnie i da się żyć ;)
