Archive for May, 2008

mimeTex

Monday, May 19th, 2008

Test wtyczki:

e^{\pi \cdot  i}  +    1 = 0
lim_{n \leftarrow  \infty} \left( 1  +  \frac{1}{n}\right)^n  = e

No, w końcu mam LaTeX-a na serwerze, który nie ma zainstalowanego LaTeX-a lokalnie ani nie ma obsługi CGI, żeby to zrobić skryptem. Obrazki renderuje mi http://www.codecogs.com/eq.latex

Współczynnik durności ankiety

Monday, May 12th, 2008

W sobotę po kolokwium (tak, było w sobotę…) czekając na ludzi, zaczepił mnie jakiś student psychologii z prośbą o wypełnienie ankiety. Tematem ankiety była seksualność. Miałem chwilę czasu i byłem ciekawy, o co chodzi (tak, zaciekawiła mnie ta seksualność), więc przystąpiłem do wypełniania.

Budowa ankiety była dosyć prosta. Zawierała jakieś 40-50 pytań tak/nie typu “czy miewasz erotyczne sny z X?”, “czy uprawiałeś seks z X?”, “czy potrafisz być czuły wobec X?”, “czy podniecają Cię ładne/ładni X?”, “czy czujesz potrzebę zrealizowania się w związku z X?”, gdzie pytania o numerach nieparzystych miały zamiast X słowo “dziewczynami”, a reszta ─ “chłopakami”. Nie powiem, jak odpowiadałem, w każdym razie zaznaczyłem niektóre z tych parzystych. :>

Przy okazji wpadłem na pomysł współczynnika durności testu. Większość z nich zawiera potwarzające się pytania, tylko inaczej sformułowane. Ma to na celu wyeliminowanie czegośtam, nieważne. W każdym razie, jeśli jest tego za dużo, to to irytuje.

Teraz zacznie się matematyka. Niech Q będzie zbiorem pytań ankiety, a relacja = określona na zbiorze Q^2 jest zdefiniowana następująco:

Jeśli a i b należą do zbioru Q, to a = b \Longleftrightarrow a pyta o to samo, co b.

Oczywistym jest, że = jest relacją równoważności. Napis [a] (dla a należącego do Q) będzie oznaczał klasę abstrakcji względem tej relacji (dla humanistów: zbiór wszystkich pytań pytających o to samo, co a). Współczynnik durności ankiety, S, definiuje wzór:

S = \frac{|Q|}{| \lbrace [a] | a \in Q \rbrace|}

Czyli innymi słowy stosunek liczby pytań do liczby pytań unikalnych. :> Teraz trzeba wymyślić jakąś skalę, ja przyjąłem, że do 1,1 ankieta normalna, do 1,4 jest normalnym psychologicznym testem, a do 2,0 jest durna. Powyżej 2,0 staje się niepoważna.

Opera Software Summer Internship

Wednesday, May 7th, 2008

Jakieś dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że Opera Software rozpoczyna rekrutacje m. in. na wakacyjny staż. Pomyślałem, że miło by było pracować nad ulubioną przeglądarką, więc napisałem CV oraz list motywacyjny (z drobną pomocą życzliwych) i wysłałem wszystko 5 maja.

6 maja zadzwoniła do mnie jakaś pani, która, jak się okazało, mówiła do mnie w języku angielskim. Zaprosiła mnie na 7 maja na “Dni kariery”, podczas których odbędzie się test programistyczny, porozmawiają ze mną, etc.

Musiałem wstać dość wcześnie, bo przed 8:00 rano, ale jakoś dałem radę. Hotel znajdował się blisko rynku, odnalazłem więc go bez trudu. Wszedłem, nie zauważyłem nic specjalnego, więc zapytałem recepcjonistki, a ona pokręciła głową i powiedziała, nic nie wie. Nagle zobaczyłem kogoś, kto wygląda, jakby też zmierzał na przesłuchanie, więc podążyłem za nim schodami na górę i tak trafiłem na miejsce. Od pani o azjatyckich rysach twarzy dostałem karteczkę z moim imieniem, nazwiskiem i numerkiem. Dostałem numer 22459 (37*607, iloczyn dwóch liczb pierwszych :>), choć wszystkich nas było może ze 40.  Wszedłem do sali, usiadłem w drugim rzędzie obok jedynej dziewczyny i rozejrzałem się po sali.

“Po cholerę oni przyszli w garniturach?” ─ pomyślałem. Grupa była raczej typową grupą informatyków-komputerowców (to określenie ma dla mnie pejoratywne zabarwienie), bawiących się smartfonami, palmtopami, rozmawiająca o najnowszych technologiach. Ble. Moją drugą myślą było: “Ble, sztywniacy z polibudy” (wiem, złośliwy jestem :>). Tylko kilka osób się pozytywnie wyróżniało, zauważyłem także paru znajomych z II (mojego instytutu).

Po jakiś 30 minutach zaczęła się prezentacja. Najpierw pani z HR opowiadała nam, jak super się pracuje w Operze, jacy to oni są szczęśliwi, jakich utalentowanych mają pracowników i jak zajebistą przeglądarkę tworzą. Potem był filmik z wypowiedziami (sztucznymi) pracowników, który nam miał pokazać, że to prawda. Następny był jakiś szef działu “engineering”, który opowiadał praktycznie to samo, ale dodał więcej szczegółów technicznych. Mimo to nie dowiedziałem się niczego nowego. Trzeci był Polak, ktoś ważniejszy we Wrocławiu i mówił to samo, co pozostali. Straszna nuda, która trwała półtorej godziny. A! Bym zapomniał. Był konkurs przed prezentacją, trzeba było “odszyfrować” napis, którym były kody ASCII liter w heksach. Rozwiązanie brzmiało “if you can read this we want you” i można było wygrać Ninendo Wii.

W końcu coś ciekawszego ─ test. Przez 30-40 minut mieliśmy odgadnąć, co robią dwie funkcje w C. Jedna wypisywała n pierwszych wyrazów ciągu Fibonacciego w dziwny sposób (rekurencja, zmienne statyczne, mało czytelny zapis), druga liczyła “n \over k”, czyli symbol Newtona.

I tu już się rozluźniłem, wiedziałem bowiem, że poszło mi nie najgorzej. Zjadłem dwie kanapki, ciastko, napiłem się soku, pogadałem ze znajomymi, popatrzyłem jak inni machają pilotami do Wii.

W końcu ogłosili wyniki. Najpierw Wii wygrał znajomy z uczelni, nieźle. ;) Potem gwóźdź programu, czyli kto zostaje, a kto idzie do domu. Test “zdało” jakieś 14 osób, reszta, ok. 17 mogła pójść do domu. Śmiać mi się chciało, bo wstali i poszli głównie ci w garniturach. ;) Sztywniacy. :>

Poszedłem na spacer. Miałem jakieś 40-50 minut wolnego czasu, więc poszedłem się przejść wokół rynku. Po powrocie czekało mnie dłuższe, 10-15 minutowe przesłuchanie zarówno HR-ki jak i programisty. Pytali się ogólnie o mnie, który rok studiuję, jakie mam plany, jaki jest mój największy projekt, itp. Wydawało mi się, że dobrze mi idzie.

Znowu przerwa, tym razem krótka. Nintendo Wii jest dziwne, ale to może kwestia gry, w którą grałem z jakimś kolesiem z Opery. ;) Potem pani o hinduskich rysach twarzy mnie poprosiła i powiedziała mi, że przeszedłem przez drugi etap i jutro mi wyślą maila ze szczegółami, co dalej.

Uff… Powiedziałem wszystkim ładne “goodbye” i udałem się na zasłużony obiad.