Open source? A po cholerę mi kod źródłowy?
Ostatnio często czytam stwierdzenia, że dostęp do kodu źródłowy nie jest przydatny zwykłym użytkownikom, którzy nie mają zielonego pojęcia o programowaniu. Krew mnie powoli zalewa, gdy o tym słyszę, więc powiem tak: otwarty kod źródłowy wolnego oprogramowania umożliwia innym programistom (niezależnym od autorów oprogramowania) analizować dany program, wykrywać i naprawiać jego błędy oraz tworzyć rozszerzenia i inne dodatki, dzięki czemu wszyscy użytkownicy (cała społeczność) ZYSKUJĄ (uff… długie zdanie).
Załóżmy, że jakiegoś programu używa 200000 osób, jedna na tysiąc programuje, więc daje nam 200 programistów, zdolnych przejrzeć i poprawić nasz program. Korzystają wszyscy, nie tylko informatycy. Na tym to polega. Jasne? Mam nadzieję, że cześć osób zrozumie.
Nie zapluj się tą swoją wolnością..to że zwykłemu userowi kod do niczego nie jest ptorzebny oznacza właśnie to, że nie jest mu on do niczego potrzebny! Czy też prościej mówiąc – większości to zwisa.
I dlatego też, jakże często używany argument podczas wojen MS vs. OS, mówiący o otwartości kodu o kant dupy potłuc można.
A obecne programy mają taką ilośc kodu i złożoność, że nawet programista spędzi pare tygodni na znalezieniu pierdoły która chciałby poprawić, patrząc często na wspaniała dokumentacje kodu, jego strukturę i komentarz…
Zawsze znajdą się ludzie, który są w stanie przejrzeć kod danego programu i go poprawić/wykryć błędy. A im większy projekt, tym więcej tych błędów może być. Zgadzam się, że zwykłemu użytkownikowi nie jest potrzebny bezpośredni wgląd do kodu. On chce, żeby jego program był bezpieczny (nie miał dziur w zabezpieczeniach, nie szpiegował go) i funkcjonalny. A jak ma niby mieć tę pewność, gdy kod źródłowy zna tylko garstka “wtajemniczonych”?
Niezły text!